czwartek, 26 lipca 2012

Dzieciństwo

Paweł Bobek urodził się 25 września 1883 roku we wsi Końska, koło Trzyńca,
na Śląsku Cieszyńskim. Jego tata, Jan, był robotnikiem w trzynieckiej hucie,
mama Katarzyna, z domu Kajzar, prowadziła gospodarstwo domowe. W rodzinnym albumie znalazłam dwa zdjęcia praprababki, starowinki Bobkowej:








Pradziadek tak wspomina dzieciństwo w swoich pamiętnikach:


„Żyliśmy wtedy z rodzicami w Nieborach „ u Zieliny” niedaleko wuja Szuta i niedaleko chatki, w której przyszedłem na świat, ale już położonej w Końskiej ( u Waleczkuli). Z drugiego roku życia , gdy rodzice moi mieszkali u Romana w Nieborach, mam tylko wspomnienia nastrojowe, poza jednym, trochę jaśniejszym. Dotyczy ono wielkiego, zdaje się czarnego psa rzeźniczego, którego niezmiernie się bałem(...)


Z czasów mieszkania naszego, jako komorników w domu Zieliny, wspomnienia moje są jaśniejsze.
Mała izdebka o wilgotnych ścianach, posadzka gliniana ze skromnymi sprzętami i piecem do gotowania, na środku kołyska – to obraz naszego mieszkania. Tu przesiedziałem z młodszym bratem, mającym około roku, w zamknięciu wiele dni długich i nudnych, gdy matka w półroczu letnim wychodziła do pracy „ na pańskie”, zaś ojciec, jako robotnik trzyniecki, był zajęty pracą. W rożny to sposób nas dwoje przepędzało te długie godziny, niekiedy nawet na zabawkach dość niebezpiecznych, jak zapalanie słomy na podłodze itp. Z tych czasów przypomina mi się jedno zdarzenie, które o mało nie przypłaciłem życiem. Świętej pamięci wuj Kajzar, brat matki, mający się żenić, przybył do rodziców w celu zaproszenia ich na wesele. Zastał nas, dwoje dzieci, zamkniętych, gdyż matka była „na pańskim”. Pozostawiwszy na oknie flaszkę z likierem , poszedł do matki. Dziwna rzecz, że pomimo iż u rodziców wódka była rzadkim na ogół gościem, to jednak ogromnie mi smakowała. Otworzywszy zapieczętowaną flaszkę, nalałem sobie likieru do garnuszka i wypiłem jak wodę, zaś do flaszki dolałem wody, żeby była pełna. Musiałem się następnie niezbyt przyzwoicie zachowywać, skoro z izby „gazdy” ktoś przybył zobaczyć co się w izbie Bobka dzieje. Pamiętam, że mnie wzięto do obiadu, gdzie dokuczałem dzieciom „gazdy” i nie bardzo miałem ochotę do jedzenia. Niebawem nastąpiły skutki zatrucia alkoholem i tylko z trudem uratowano mi życie.



Z tych to czasów żywo mi stoją w pamięci pewne epizody z życia na tle natury.
Las pobliski przedstawiał mi się jako źródło jakichś nadzwyczajnych demonicznych
i dobrych sił, i sam byłbym obawiał się wejść w głąb poza krawędź. Niezmiernie dużo polotu budził we mnie młody gaj iglasto – liściasty, tuż obok wuja gajowego,
wśród którego tu i ówdzie wyrastały duże dęby.(...)




"Tarnina" obraz Krystyny Brzozowskiej



Również żywo w pamięci pozostał obraz olszyny nad rzeczką z dziko rosnącymi drzewami różnego gatunku tarniny, głogu, dzikiego chmielu itd. Ile tam spędziłem długich godzin, pilnując uwiązanej kozy.”*



Pradziadek miał liczne młodsze rodzeństwo, niestety dzieci umierały i wieku dorosłego dożyła jedynie siostra Aniela. Dzięki uprzejmości jej wnuczki Lidki Hilarowicz mamy jej zdjęcie jako młodej dziewczyny. Aniela zmarła w wieku 28 lat
na „hiszpankę” osierocając czterech synów ( Wilhelma, Franciszka, Karola i Tadeusza).






Aniela Hilarowicz, siostra Pawła Bobka.






Spotkanie wnuczek Anieli i Pawła - od lewej Lidka Hilarowicz - Ziętek i Ewa Jasiczek, Cieszyn lato 2012.


* Cytowane fragmenty pochodzą ze "Wspomnień i zapisków" Pawła Bobka wydanych przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w 1974, opracowanych przez Franciszka Serafina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz