W internecie znalazłam następujące miejsca mówiące o Pawle Bobku:
1. Elektroniczny Słownik Biograficzny Śląska Cieszyńskiego
2. Portal Wiedzy Onet
3. Wikipedia
czwartek, 26 lipca 2012
Dzieciństwo
Paweł Bobek urodził się 25 września 1883 roku we wsi Końska, koło Trzyńca,
na Śląsku Cieszyńskim. Jego tata, Jan, był robotnikiem w trzynieckiej hucie,
mama Katarzyna, z domu Kajzar, prowadziła gospodarstwo domowe. W rodzinnym albumie znalazłam dwa zdjęcia praprababki, starowinki Bobkowej:
Pradziadek tak wspomina dzieciństwo w swoich pamiętnikach:
„Żyliśmy wtedy z rodzicami w Nieborach „ u Zieliny” niedaleko wuja Szuta i niedaleko chatki, w której przyszedłem na świat, ale już położonej w Końskiej ( u Waleczkuli). Z drugiego roku życia , gdy rodzice moi mieszkali u Romana w Nieborach, mam tylko wspomnienia nastrojowe, poza jednym, trochę jaśniejszym. Dotyczy ono wielkiego, zdaje się czarnego psa rzeźniczego, którego niezmiernie się bałem(...)
Z czasów mieszkania naszego, jako komorników w domu Zieliny, wspomnienia moje są jaśniejsze.
Mała izdebka o wilgotnych ścianach, posadzka gliniana ze skromnymi sprzętami i piecem do gotowania, na środku kołyska – to obraz naszego mieszkania. Tu przesiedziałem z młodszym bratem, mającym około roku, w zamknięciu wiele dni długich i nudnych, gdy matka w półroczu letnim wychodziła do pracy „ na pańskie”, zaś ojciec, jako robotnik trzyniecki, był zajęty pracą. W rożny to sposób nas dwoje przepędzało te długie godziny, niekiedy nawet na zabawkach dość niebezpiecznych, jak zapalanie słomy na podłodze itp. Z tych czasów przypomina mi się jedno zdarzenie, które o mało nie przypłaciłem życiem. Świętej pamięci wuj Kajzar, brat matki, mający się żenić, przybył do rodziców w celu zaproszenia ich na wesele. Zastał nas, dwoje dzieci, zamkniętych, gdyż matka była „na pańskim”. Pozostawiwszy na oknie flaszkę z likierem , poszedł do matki. Dziwna rzecz, że pomimo iż u rodziców wódka była rzadkim na ogół gościem, to jednak ogromnie mi smakowała. Otworzywszy zapieczętowaną flaszkę, nalałem sobie likieru do garnuszka i wypiłem jak wodę, zaś do flaszki dolałem wody, żeby była pełna. Musiałem się następnie niezbyt przyzwoicie zachowywać, skoro z izby „gazdy” ktoś przybył zobaczyć co się w izbie Bobka dzieje. Pamiętam, że mnie wzięto do obiadu, gdzie dokuczałem dzieciom „gazdy” i nie bardzo miałem ochotę do jedzenia. Niebawem nastąpiły skutki zatrucia alkoholem i tylko z trudem uratowano mi życie.
Z tych to czasów żywo mi stoją w pamięci pewne epizody z życia na tle natury.
Las pobliski przedstawiał mi się jako źródło jakichś nadzwyczajnych demonicznych
i dobrych sił, i sam byłbym obawiał się wejść w głąb poza krawędź. Niezmiernie dużo polotu budził we mnie młody gaj iglasto – liściasty, tuż obok wuja gajowego,
wśród którego tu i ówdzie wyrastały duże dęby.(...)
"Tarnina" obraz Krystyny Brzozowskiej
Również żywo w pamięci pozostał obraz olszyny nad rzeczką z dziko rosnącymi drzewami różnego gatunku tarniny, głogu, dzikiego chmielu itd. Ile tam spędziłem długich godzin, pilnując uwiązanej kozy.”*
Pradziadek miał liczne młodsze rodzeństwo, niestety dzieci umierały i wieku dorosłego dożyła jedynie siostra Aniela. Dzięki uprzejmości jej wnuczki Lidki Hilarowicz mamy jej zdjęcie jako młodej dziewczyny. Aniela zmarła w wieku 28 lat
na „hiszpankę” osierocając czterech synów ( Wilhelma, Franciszka, Karola i Tadeusza).
Aniela Hilarowicz, siostra Pawła Bobka.
Spotkanie wnuczek Anieli i Pawła - od lewej Lidka Hilarowicz - Ziętek i Ewa Jasiczek, Cieszyn lato 2012.
* Cytowane fragmenty pochodzą ze "Wspomnień i zapisków" Pawła Bobka wydanych przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w 1974, opracowanych przez Franciszka Serafina.
na Śląsku Cieszyńskim. Jego tata, Jan, był robotnikiem w trzynieckiej hucie,
mama Katarzyna, z domu Kajzar, prowadziła gospodarstwo domowe. W rodzinnym albumie znalazłam dwa zdjęcia praprababki, starowinki Bobkowej:
Pradziadek tak wspomina dzieciństwo w swoich pamiętnikach:
„Żyliśmy wtedy z rodzicami w Nieborach „ u Zieliny” niedaleko wuja Szuta i niedaleko chatki, w której przyszedłem na świat, ale już położonej w Końskiej ( u Waleczkuli). Z drugiego roku życia , gdy rodzice moi mieszkali u Romana w Nieborach, mam tylko wspomnienia nastrojowe, poza jednym, trochę jaśniejszym. Dotyczy ono wielkiego, zdaje się czarnego psa rzeźniczego, którego niezmiernie się bałem(...)
Z czasów mieszkania naszego, jako komorników w domu Zieliny, wspomnienia moje są jaśniejsze.
Mała izdebka o wilgotnych ścianach, posadzka gliniana ze skromnymi sprzętami i piecem do gotowania, na środku kołyska – to obraz naszego mieszkania. Tu przesiedziałem z młodszym bratem, mającym około roku, w zamknięciu wiele dni długich i nudnych, gdy matka w półroczu letnim wychodziła do pracy „ na pańskie”, zaś ojciec, jako robotnik trzyniecki, był zajęty pracą. W rożny to sposób nas dwoje przepędzało te długie godziny, niekiedy nawet na zabawkach dość niebezpiecznych, jak zapalanie słomy na podłodze itp. Z tych czasów przypomina mi się jedno zdarzenie, które o mało nie przypłaciłem życiem. Świętej pamięci wuj Kajzar, brat matki, mający się żenić, przybył do rodziców w celu zaproszenia ich na wesele. Zastał nas, dwoje dzieci, zamkniętych, gdyż matka była „na pańskim”. Pozostawiwszy na oknie flaszkę z likierem , poszedł do matki. Dziwna rzecz, że pomimo iż u rodziców wódka była rzadkim na ogół gościem, to jednak ogromnie mi smakowała. Otworzywszy zapieczętowaną flaszkę, nalałem sobie likieru do garnuszka i wypiłem jak wodę, zaś do flaszki dolałem wody, żeby była pełna. Musiałem się następnie niezbyt przyzwoicie zachowywać, skoro z izby „gazdy” ktoś przybył zobaczyć co się w izbie Bobka dzieje. Pamiętam, że mnie wzięto do obiadu, gdzie dokuczałem dzieciom „gazdy” i nie bardzo miałem ochotę do jedzenia. Niebawem nastąpiły skutki zatrucia alkoholem i tylko z trudem uratowano mi życie.
Z tych to czasów żywo mi stoją w pamięci pewne epizody z życia na tle natury.
Las pobliski przedstawiał mi się jako źródło jakichś nadzwyczajnych demonicznych
i dobrych sił, i sam byłbym obawiał się wejść w głąb poza krawędź. Niezmiernie dużo polotu budził we mnie młody gaj iglasto – liściasty, tuż obok wuja gajowego,
wśród którego tu i ówdzie wyrastały duże dęby.(...)
"Tarnina" obraz Krystyny Brzozowskiej
Również żywo w pamięci pozostał obraz olszyny nad rzeczką z dziko rosnącymi drzewami różnego gatunku tarniny, głogu, dzikiego chmielu itd. Ile tam spędziłem długich godzin, pilnując uwiązanej kozy.”*
Pradziadek miał liczne młodsze rodzeństwo, niestety dzieci umierały i wieku dorosłego dożyła jedynie siostra Aniela. Dzięki uprzejmości jej wnuczki Lidki Hilarowicz mamy jej zdjęcie jako młodej dziewczyny. Aniela zmarła w wieku 28 lat
na „hiszpankę” osierocając czterech synów ( Wilhelma, Franciszka, Karola i Tadeusza).
Aniela Hilarowicz, siostra Pawła Bobka.
Spotkanie wnuczek Anieli i Pawła - od lewej Lidka Hilarowicz - Ziętek i Ewa Jasiczek, Cieszyn lato 2012.
* Cytowane fragmenty pochodzą ze "Wspomnień i zapisków" Pawła Bobka wydanych przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w 1974, opracowanych przez Franciszka Serafina.
środa, 11 lipca 2012
Mój pradziadek Paweł Bobek
Strona ta powstała z myślą o udostępnieniu zdjęć, dokumentów oraz informacji o życiu Pawła Bobka, mojego pradziadka. Z racji bardzo skąpej informacji w internecie o tej postaci, postanowiłam zebrać przeróżne materiały znajdujące się w rodzinnym archiwum,uporządkować oraz udostępnić.
Paweł Bobek ( 25.09.1883 - 1945)
Paweł Bobek z żoną Anielą i córkami Hanką, Anielą i Jadzią.
Paweł Bobek ( 25.09.1883 - 1945)
Paweł Bobek z żoną Anielą i córkami Hanką, Anielą i Jadzią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
